Powód #9: Choć wszystko dziś było okropne, były też piękne momenty

Dziś miałem ciężki dzień. Pokłóciłem się z żoną, pokłóciłem się ze współpracownikiem, miałem długie, wielogodzinne i ciężkie spotkanie ze wspólnikami. A jednak uważam, że było pięknie.

Powód #9: Jestem szczęśliwy, bo udało mi się dostrzec piękne rzeczy.

Daga Dana, czyli Dagmara Gregorowicz. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

Nie, to nie będzie polukrowany blog, na którym będę się ciągle głupkowato cieszył. To będzie blog, na którym będę pisał prawdę! Dziś było ciężko: zacząłem od kłótni z żoną – nie będę się wdawał w szczegóły, dość powiedzieć, że wyszedłem z domu zdenerwowany. Żona, jak to żona, potrafi być obra-żona. Przedarłem się przez warszawski smog do pobliskiej kawiarni, gdzie zdałem sobie sprawę, że nie mam grosza przy duszy, dotarłem do firmy, gdzie musiałem znieść rozczarowanie moim młodym pracownikiem, z którym po prostu nie potrafię złapać wspólnego języka, a później miałem trzygodzinne spotkanie z szefami, którzy wyrazili swoją dezaprobatę moimi wynikami i postawili przede mną bardzo trudne do osiągnięcia wymagania. Targety.

Nic nie jadłem do dziewiętnastej…

A jednak… a jednak, kiedy wróciłem do domu, pomyślałem, że to był dobry dzień.

Po pierwsze, postanowiłem coś zjeść. Zrobiłem sobie kaszę gryczaną z pieczarkami i zjadłem ją ze smakiem. Pomyślałem sobie o polach, na których rośnie gryka i to było miłe. Po drugie, postanowiłem przypomnieć sobie wszystkie dobre momenty z tego trudnego dnia. I uświadomiłem sobie od razu, że było tego trochę. Na przykład – rano zdołałem zrobić czterdziestominutową gimnastykę – normalnie z hantlami i pompkami. Następnie napisałem tekst o fakturach Mateusza Kijowskiego, który dotyka czegoś istotnego, jak sądzę. Dobry tekst, jestem z niego zadowolony. Tekst przeczytało dziś tysiąc pięćset osób. Fajnie, co nie? Ja jestem dumny. Później poznałem w biurze niezwykle miłą osobę, Dagmarę, która śpiewa superfajne piosenki i jest po prostu czarująca – proszę spojrzeć na zdjęcie powyżej. Czyż nie ma tego sporo? Mogę do tego dorzucić, że w biurze udało mi się pięknie spienić mleko i kawa smakowała super.

Robiąc remanent pozytywów poczułem się mocniejszy i zdrowszy. „Nie jest tak źle” – pomyślałem. Z tą myślą poszedłem do pokoju dzieci i zmierzwiłem im włosy. Ucałowałem córki i przeprosiłem żonę. To był piękny moment, zobaczyć, że się uśmiecha.

Teraz włączę sobie Star Treka i pójdę spać szczęśliwy.

Czego się nauczyłem?

  • Zrobienie listy pozytywnych wydarzeń bardzo pomaga odbudować optymizm. Nawet ciężkie dni mają w sobie piękne zdarzenia. Idąc spać można się na nich skupić. I uśmiechnąć. 
  • Moi szefowie ofiarowali mi dziś dużo swojej troski i zainteresowania. 
(Visited 63 times, 1 visits today)
Play
Play
previous arrow
next arrow
Slider