Powód #47: wpadłem na pomysł

To jest zawsze cudowne: wymyślić coś. Stworzyć coś, czego wcześniej nie było. Moje życie – choć nie musi na to wyglądać – jest pasmem twórczym, od pomysł do pomysłu. A PIT mam w 100% z 50% kosztami uzyskania od licencji do praw autorskich. Nie zarabiam na niczym innym… Yuhu!

Powód #47: jestem szczęśliwy, bo wpadłem na pomysł

Moi koledzy z TTV i ja. Wygłupiamy się. Foto: Rafał Betlejewski

Nic nie napełnia mnie większym szczęściem, niż wymyślanie pomysłów. Jest to zresztą jedyna rzecz, która mnie trzymała przy życiu w reklamie (kiedyś pracowałem w agencji reklamowej, jako człowiek od pomysłów). Oprócz tego, że byłem w reklamie niezmiernie nieszczęśliwy, to zarazem byłem w reklamie niezmiernie szczęśliwy. Nigdy i nigdzie nie śmiałem się tak, jak w pracy w reklamie. Potrafiliśmy się śmiać non stop przez wiele godzin i śmiać szczerze. Śmiać ze skojarzeń, ze słów, z obrazów. A nieszczęśliwy byłem dlatego, że wszystkie te pomysły szły w błoto. W reklamie po prostu nie da się przekuwać pomysłów na realizacje. Dlatego się pije. Najczęściej Jacka Danielsa.

Ostatnio na przykład miałem taki pomysł, by zrobić cykl programów TV, pt. Chcemy się kochać w twoim mieszkaniu. Para wybiera sobie przypadkowe mieszkanie, puka do drzwi i anonsuje zaskoczonemu mieszkańcowi, że chce u niego w domu uprawiać seks.

Poza reklamą też ciągle mam pomysły, ale nie wszystkie są śmieszne. Niektóre są całkiem poważne, lub poruszające. Większości z nich nie zapisuję. Pozwalam im odejść, niczym oddechom.

Ale ten zapiszę, wydał mi się bowiem słodki i sensowny.

Otóż podczas Parady Seniorów w 2016 roku poznałem wyjątkową panią, która prowadzi sesje terapii śmiechem. Jak rozumiem, kółka terapeutyczne spotykają się od czasu do czasu i ćwiczą się w śmianiu na głos, bo śmiać się po cichu, to w Polsce potrafi każdy. Można to zaobserwować na przykład w tramwaju – te wszystkie kamienne twarze to nie smutek. To cichy rozpaczliwy śmiech, który uwidacznia się zgrzytaniem zębów.  Śmiech do wewnątrz. Natomiast głośno się śmiać nie każdy potrafi, bo to wymaga pokazania zębów, co w Polsce jest zasadniczo kłopotliwe. Lata rozpaczliwego śmiechu do wewnątrz powodują, że głośne roześmianie się w obecności innych ludzi staje się dla większości rodaków nieosiągalne. Kto po czterdziestce w Polsce zna dźwięk swojego głośnego śmiechu?

Wracając do owej terapeutki śmiechem. Pani jest osobą niezwykle kolorową – to zresztą kolejna rzecz nie do przejścia dla większości z nas. Ubrać się w coś innego niż szarość, czerń i biel. Wmawiamy sobie, że tak jest modnie, lub że to wyszczupla, ale prawda jest taka, że po prostu pragniemy zniknąć. Rozpaczliwy cichy śmiech w połączeniu z modą na czerń powoduje, że wyglądamy wszyscy jak tłum jadący na Powązki. Zauważyła to moja kumpela z Wenezueli, która miała nieszczęście przyjechać do Polandii w listopadzie i kiedy wsiadła ze mną do środków komunikacji miejskiej zapytała nieśmiało: czy w Polsce trwa żałoba narodowa? – i nie pytała ironiczne! co zresztą jest w tej anegdocie najsmętniejsze.

Wracam do pani terapeutki. Gdy ją poznałem, wyjaśniła mi, że postanowiła żyć. Na przekór wszystkim tym starym babom, które ją krytykują i się z niej śmieją. Postanowiła żyć, uprawiać seks, jeść zielono i mieć partnera wiele lat młodszego. No i śmiać się.

Otóż wymyśliłem, z czego jestem niezwykle zadowolony, zaproponować jej, by stworzyła chór osób śpiewających śmiechem. Dwie osoby śpiewają na hahaha, trzy na hihihi, i jeszcze dwie na hehehe. Ona natomiast przygrywa im na fujarce wykonanej z marchewki – widziałem taką marchewkę na youtube. I teraz uwaga! ich chór zwać się będzie Chórem Brechta, a ich piosenki Brechtami. Pierwsza piosenka będzie pochodzić z Opery za Trzy Grosze, Bertolda Brechta. Z Chórem Brechta ruszymy na tourne – proszę się nas spodziewać wszędzie, tylko nie w Ciechocinku.

Czego się nauczyłem?

Nauczyłem się śmiać. 

Play
Play
Arrow
Arrow
Slider