Powód 63: zdarzyło mi się zjeść kurczaka – pierwszy raz od 13 lat

Komuś się pomyliło i przyniósł mi kurczaka zamiast ryby od Chińczyka. W słodko-kwaśnym był – szkoda było wyrzucać, więc zjadłem. Pierwszy raz od 13 lat jadłem kurczaka… Wiele myśli… wiele myśli… w tym przytłaczające poczucie winy i wyzwolenia.

Powód 63: jestem szczęśliwy, bo zdarzyło mi się zjeść kurczaka. Pierwszy raz od 13 lat.

Jestem jaroszem od lat 20 prawie. In and out, bo zdarza mi się wracać do mięsa. Ostatnio wracaliśmy z Magdą – żoną – gdy Magda była w ciąży i dostała zalecenie lekarskie, by jeść mięso ze względu na anemię. A że to pierwsza ciąża była, a pierwsza ciąża to wydarzenie mistyczne, przepełnione zabobonami, wróciliśmy do mięsa. Witaj mięso! – powiedzieliśmy do plastrów surowej wołowiny w japońskiej knajpie na Solcu. Koniciua! I tak wytrzymaliśmy kilka miesięcy aż do połowy karmienia, kiedy Magda powiedziała: Good-bye mięso, żegnam Cię na zawsze. A Magda twarda jest. Jak powie „do widzenia” to już powie. Mięso pozostało smutne na haku w sklepie.

Mam na osiedlu kilka mięsnych. I są to jedyne sklepy, w których nigdy nie byłem. Gdybym tam wszedł panie mogłyby pomyśleć, że jestem turystą z Radomia… czemu z Radomia? – a no wiadomo: wysoki, przystojny, musi być z Radomia. Kurczaki też z Radomia najlepsze – znaczy chicks! I w jednym z tych sklepów pomiędzy rąbanką, która i na ulicy dosięga mnie zapachem jatki, widzę na kafelkach brązowy krzyż Jezusa. Dziwna zbitka. I myślę, że symboliczna.

Wegetarianizm… Wegetarianizm jako kościec nowej moralności. Jako szkoła nowych mnichów, nowej ascezy.

Nie ma wątpliwości, że wegetarianizm oraz stosunek do planety jest nową osią wokół której próbuje się tworzyć nową moralność. Po upadku dziewiętnastowiecznej moralności mieszczańskiej osnutej wokół zakazów seksualnych tworzy się nowy gorset moralny w postaci moralności postmodernistycznej albo neopogańskiej. Być może wchodzimy w okres jeszcze silniejszych tabu moralnych niż w wiekach średnich a wykroczenia moralne będą równie surowo karane i to bez możliwości wyspowiadania się i rozgrzeszenia.

Nie zmienia to jednak mojej oceny, że brutalność z jaką człowiek traktuje w tej chwili własną planetę, zwierzęta, oraz samego siebie jest po prostu nie do zaakceptowania. Gotów jestem przyjąć nowe zakazy i poddać się nowym rygorom. Zaakceptować nowe tabu. Jednak zaraz budzi się moja czujność. Czy to nie jest ukryta dynamika nowej moralności, że pojawia się jako rozwiązanie rozsądne i jedyne możliwe?

Przewodnią myślą mojego projektu Hunger, który polegał między innymi na miesięcznym głodowaniu podjętym przez głównego bohatera, było, że wegetarianizm i stosunek do planety oraz praw słabszych staje się osnową nowej, rodzącej się na naszych oczach moralności, która może wprowadzić całkiem nowe i równie restrykcyjne zasady współżycia, co odchodząca w przeszłość moralność mieszczańska. Moralność mieszczańska zbudowana była wokół zakazów seksualnych i ograniczeń związanych z cielesnością. Nie można się było dymać i łazić po mieście nago, czy nawet w leginsach. Dziś jednak dla nikogo nie stanowi to problemu, a mieszkający na kocią łapę stanowią dominującą formę związków wśród młodych ludzi. Tego żądamy dla siebie jako wolności. Wkraczamy więc w wolność obyczajową, ale odczuwane przy tym rozprężenie odbieramy jako chaos i zagrożenie. Potrzebne są nam więc nowe więzy – być może jeszcze mocniejsze, być może konieczne jest byśmy udowodnili poprzednim pokoleniom, że i my mamy zasady. Nie jemy mięsa, na przykład. Nie bijemy dzieci, nie bijemy kobiet, nie okradamy ludzi w Bangladeszu, uznajemy, że kurwa to taki sam zawód, jak każdy inny itd.

Zjadłem kurczaka, więc zgrzeszyłem. I moja wina wcale nie musi być banalna. Dziś jeszcze ujdzie mi to na sucho, ale jak długo? Kiedy nastąpi moment, że będę musiał się z tym kryć? Czy może ten moment już nastąpił? Tak! Już nastąpił. Nie wyobrażam sobie, by moi znajomi wegetarianie, którzy na co dzień drą szaty nad mordowanymi cielakami mogli się przyznać do zjedzenia kiełbasy! O nie! Ja to robię tylko dlatego, że mam łatę prowokatora – niemniej stracę wiarygodność jako człowiek.

Zastanawiam się, czy ta nowa moralność – nazwijmy ją moralnością postmodernistyczną, albo jeszcze lepiej moralnością neopogańską, nie będzie jeszcze surowsza, jeszcze mniej wybaczająca niż moralność mieszczańska. Mechanizm jest ten sam, a element rewolucyjności wprowadza żądzę okrucieństwa.

Szczególnie uderzające są popędy ku okrucieństwu w środowiskach liberalnych, które deklarują zerwanie z dotychczasowym porządkiem i głoszą równouprawnienie, wegetarianizm, ochronę planety. Upatrywałbym w tych ludziach prekursorów nowej moralności, której zakazy będą równie surowe, a popędy równie namiętne. Oni są napędzani świeżym poczuciem słuszności.

Poczułem to okrucieństwo na własnej skórze dwa razy. Raz, gdy nieopacznie zażartowałem z gwałtu na antenie radia Tok.fm i stałem się nagle wrogiem publicznym a drugi raz, gdy sam na siebie doniosłem w sprawie eksperymentu w Radomiu. Za każdym razem efekt był ten sam: całkowity publiczny ostracyzm, biczowanie pod pręgierzem, publiczne wyszydzenie, bez zastosowania skali, taryfy ulgowej, bez niuansów. Ja, orędownik praw kobiet, wegetarianin i lewak – staję się szatanem wcielonym, któremu wysyła się pogróżki karalne. I tak to może w przyszłości działać. Już działa. Święci nowej moralności będą jeszcze bardziej okrutni niż średniowieczni inkwizytorzy. Już są. Z fascynacją obserwowałem moich przyjaciół – zdawało się – którzy uniesieni świętym gniewem postanowili mnie porzucić w hańbie po „eksperymencie radomskim”. Umyli ręce, nie chcieli mieć nic wspólnego. Pokazali, że ich moralne standardy są dużo wyżej.

Neopoganizm jest o tyle niebezpieczny, że nie ma żadnych instytucji regulujących karę. Wściekłość świętych nie ma granic, gdyż nie ma sędziów i kodeksów. Jest tylko karzący tłum. Nie ma procedur pokutnych. Jest grzech, lecz nie ma spowiedzi – nie może być pokuty, nie ma wybaczenia. Kary są dożywotnie. Wystarczy spojrzeć na mój żart z Tok.fm – mijaj pięć lat, a ja ciągle mam zakaz antenowy w tej stacji, co i rusz ktoś wypomni mi, że śmiałem się z gwałtów, więc nie jestem człowiekiem wartym uwagi – moja kara się nie kończy. Trwa.

Zabawne, bo sam przecież jestem neopoganinem, ale okazałem się nie dość święty. Albo zostałem wykorzystany do umocnienia wiary innych.

Neopoganizm ma swoją transcendencję. Jest nim Ziemia. A dalej kosmos. Ma też swojego Mesjasza. Jest nim słabszy. Wykluczony. Cierpiący. Ma szatana: to biały mężczyzna w wieku około 50tki.

Jestem neopoganinem, wierzę w to wszystko, nie jem mięsa, chcę równych praw dla kobiet i otwartych ramion dla uchodźców, recyklingu śmieci i zatrzymania imperializmu amerykańskiego. Ale świętość od razu budzie we mnie grzeszne impulsy. Mam inklinację do upadku, popęd do kiełbasy, żądzę salami. Chciałbym spłonąć na stosie za moje winy, za tego kurczaka.

Wyznaję moją winę. Nie liczę na przebaczenie. Wiem, że to na razie niemożliwe.

(Visited 520 times, 1 visits today)
Play
Play
previous arrow
next arrow
Slider